Głosowanie na Blog Roku 2011


Dziękuję bardzo za każdy oddany głos na Rowerowe Porady w głosowaniu na Blog Roku 2011 w kategorii Moje Zainteresowania i Pasje.

Tym razem się nie udało, ale za rok - kto wie! :)

Dochód z smsów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla dzieci.

W jury Konkursu zasiadają między innymi Martyna Wojciechowska (jurorka kategorii do której ja się zgłosiłem - czyli Moje Zainteresowania i Pasja), Tomasz Sianecki, Michał Żebrowski, Janina Paradowska, Henryk Sawka czy Natalia Hatalska.


Czekanie na zielone czyli rowerowe wideodetektory

W Łodzi na 20 skrzyżowaniach zamontowano wideodetektory, które mają automatycznie wykrywać rowerzystę dojeżdżającego do skrzyżowania i w miarę możliwości włączyć mu zielone światło.


Niestety, jak widać to na filmiku nagranym przez Wojciecha Makowskiego z fundacji Fenomen - nie wszędzie automatyczne wykrywanie rowerów działa tak jak powinno. Na skrzyżowaniu Żeromskiego z Mickiewicza autor nagrania czekał pięć zmian świateł, czyli około dziewięć minut.

Makowski zapowiada zgłoszenie sprawy do wojewody, jeżeli problem nie zostanie natychmiast rozwiązany. Faktycznie - wadliwe działanie detektorów może spowodować, że po dłuższej chwili czekania na zielone światło - rowerzyści będą przejeżdżać skrzyżowanie na czerwonym świetle i to w niekoniecznie najlepszym momencie.

Ciekawe czy drogowcy naprawią również sygnalizację na skrzyżowaniu Włókniarzy z Teresy, gdzie jeszcze niedawno sygnalizator dla rowerów palił się niezależnie od tego dla pieszych.
A że sygnalizatory nie stoją obok siebie, niektórzy kierowcy sugerując się czerwonym światłem dla pieszych, nie zauważali zielonego dla rowerów.

Rowerowa choinka

Chińczyków jest najwięcej, mają najwięcej rowerów, a także jedzą najwięcej ryżu.
Mają również największą rowerową choinkę na świecie :)

W mieście Szenjang powstała 12 metrowa konstrukcja do której przymocowano ponad 300 używanych rowerów.


Jest to bardzo ciekawy zabieg z punktu widzenia marketingowego. "Choinkę" ustawioną w galerii handlowej odwiedzają tłumy turystów.

Dlaczego kolarze golą nogi?

Pewnie nie raz zastanawiałeś się czemu zawodowi kolarze (pół-amatorzy startujący w zawodach pewnie też) golą sobie nogi. Czyżby chodziło o względy estetyczne? A może o opory powietrza? Na pewno trochę tak - ale główną przyczyną dla której kolarze w zawodowym peletonie szosowym mają gładkie łydki jest urazowość tego sportu.


Takie obrazki jak na zdjęciu powyżej wcale nie należą do rzadkości. Wyobraź sobie teraz, że lekarz musi nakleić Ci na nogę kilka większych plastrów, a po jakimś czasie trzeba go będzie zerwać. Auć, to musiałoby być bardzo, bardzo bolesne!

Drugim z powodów jest masaż. Każdy kolarz dbając o swoje nogi - regularnie korzysta z usług masażysty (lub własnej kobiety - co bywa z pewnością przyjemniejsze). Masaż ogolonej nogi jest zdecydowanie efektywniejszy, maść szybciej się wchłania, oraz nie drażni mieszków włosowych, co zwłaszcza przy maściach silnie rozgrzewających - mogłoby być bardzo nieprzyjemne.


To samo dotyczy oczywiście jeżdżących w MTB. Tam urazy są również wpisane w ten sport, do tego dochodzi wszechobecne błoto, które oblepiając nogi na pewno nie jest przyjemne, gdy ma się zarośnięte nogi.

Golenie nóg przez kolarzy daje również pewien komfort psychologiczny. Wie się, że zrobiło się wszystko, by być jak najszybszym. Gdy jest się w szczycie formy, a rower jest przygotowany idealnie - zaczyna zwracać się uwagę na szczegóły. Niektórzy kolarze golą sobie głowy (a przynajmniej ścinają włosy na krótko), golą całe ciało, usuwają wszystkie metki z ubrań - po prostu zwracają uwagę na każdy drobny detal - by móc na starcie powiedzieć sobie, że już więcej nie mogli zrobić. Drobnostki - ale na psychikę na pewno działają.

Czy amatorzy powinni golić sobie nogi? Oczywiście... każdy robi to co uważa za słuszne :) Dla mnie nie jest to w ogóle potrzebne, ale jeżeli ktoś tak lubi - to czemu nie :) Może gdybym jeździł na BMX-ie, przemyślałbym tą sprawę (po odklejeniu pierwszego plastra z nogi).

Jak zwiększyć ilość przełożeń w rowerze?

Na wstępie należy zastanowić się czy operacja zwiększania ilości biegów w rowerze ma w ogóle uzasadniony sens. Może wynika tylko z chęci "pogrzebania przy rowerze" i "zaszpanowania" przed kolegami. Jeżeli tak - proponuję zainwestować w lepszy amortyzator, hamulce czy pedały SPD - będziesz mieć z tego większy pożytek :]


Dlaczego tak uważam? Zwiększenie liczby przełożeń w rowerze wiąże się z wymianą co najmniej: łańcucha, kasety oraz prawej manetki. Jeżeli masz wolnobieg, a nie kasetę - dojdzie jeszcze wymiana tylnej piasty, co wiąże się albo z zakupem nowego koła, albo przepleceniem starego.

Zmieniając np. napęd z 8-mio na 9-cio rzędowy musimy się więc liczyć z wydatkiem co najmniej 50 zł na łańcuch, 60 zł na kasetę i 60 zł na manetkę, co da w sumie 170 zł. Jeżeli zlecimy wymianę tych części w serwisie suma wzrośnie do ok. 200 zł.

Dodatkowe koszty spotkają nas gdy mamy w rowerze wolnobieg. Piasta dostosowana do kasety to 50 zł + przeplecenie koła w zależności od serwisu to 30-50 zł. Koszt zwiększenia liczby biegów w rowerze wzrośnie nam do 300 zł.

Ceny które podałem oczywiście są orientacyjne i dotyczą markowych (Shimano), ale najtańszych elementów. Chcąc kupić elementy z grupy np. Deore - wydamy więcej.

Wymiana tych części ma sens jedynie w przypadku gdy łańcuch oraz kaseta i tak nadają się do wymiany (ponieważ się zużyły). Wtedy dodatkowe 60 zł na manetkę nie będzie już takim złym wyborem. W przeciwnym wypadku po prostu poczekałbym do czasu, gdy przyjdzie nam kupić nowy rower i dopiero wtedy szukałbym takiego z dziewięcioma rzędami, a może nawet dziesięcioma, jeżeli ktoś by bardzo potrzebował.